seria:akcent

Róża Czerniawska-Karcz

W 2012 roku z dofinansowania Miasta Szczecin w ramach projektu wydawniczego wspierającego promocję twórczości pisarzy ZLP oraz debiutantów zgłaszających chęć działania w szczecińskim oddziale zainicjowano serię:akcent / pierwszym wydawnictwem była Drukarnia Akcydens, a następnie Wydawnictwo hogben/. W latach 2012-2017 opracowano, zredagowano i wydano 50 książek w 6 edycjach, co się przekłada na ok. 10800 egz.

W ramach debiutów poetyckich twórczości kandydatów do oddziału szczecińskiego ZLP wypromowano 20 autorów. Wydano 16 książek z prozą i poezją pisarzy oddziału. 11 książek to kolejne tomy powiększające dorobek autorów oczekujących na przyjęcie do ZLP.

W serii:akcent wydano w roku 2014 2 antologie: Antologię O wers Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz antologię marynistyczną …z Ziemi i z Morza w ilości 300 egz. prezentując twórczość 14 autorów marynistów. Książka była ilustrowana przez Hannę Andrzejewską. Promocja miała miejsce podczas Dni Morza na Łasztowni w Kubryku Literackim. W roku 2015 ukazał się jubileuszowy Informator Szczecin literacki 1950-2015.

Barbara T. Dominiczak, Poezją most buduję, 2012

Barbara Teresa Dominiczak proponuje Czytelnikowi swój kolejny tomik poezji, w którym znów odnajdujemy akcenty dobrze znane z Jej poprzednich tomów, takich jak Fascynacja, Przemijanie czy Mój ląd i Twoje oceany, ale jakże inaczej rozłożone, subtelnie zmienione… W zbiorze wierszy Poezją most buduję motyw miłości w jej najbardziej lirycznych ujęciach płynie delikatnie jak babie lato towarzyszące złotej jesieni…

Tomik Poezją most buduję Barbary Teresy Dominiczak pozwoli zapewne odnaleźć wielu Czytelnikom, zapomniane nieco klimaty prawdziwie poetyckich wyznań. Pozwoli ponazywać na nowo językiem poezji wzruszenia głęboko skrywane, a niektórym może podpowie jak można jeszcze mówić o miłości…

Rafał Podraza, bilans. 1987-2012, 2012

Poetą Rafał Podraza jest – oznajmia młody człowiek, Maksymilian Kasiewicz, recenzent tomików poezji autora. Sam Podraza za poetę się nie uważa, o czym wspomina niejednokrotnie w swoich odautorskich wstępach. A jednak coś mu pisać każe, zapisywać wersem właśnie, a nie prozą, owe przemyślenia, niejasne skojarzenia ze snów, wątki myśli, często urwane w drodze od spostrzeżenia do refleksji nad egzystencją. Zatrzymuje w biegu smutek, rozgoryczenie albo protest przeciwko oglądanemu właśnie w tym momencie światu, który absolutnie do zaakceptowania nie jest. Jego alter ego wypowiadający się w bardzo oszczędnych wersach, nie jest zadowolony ze swojego bytowania. Ale też nie jest skrajnym pesymistą.

Czwarty tomik bilans. 1987-2012 wyraźnie pokazuje akcenty pojawiające się powtarzalnie w kolejnych odsłonach lat, utrwalanych w poetyckiej wypowiedzi, ukazujących się tomików… Wybór 35 wierszy nie jest przypadkowy. To próba zaznaczenia kolejnego etapu w życiu , który niby niewiele zmienia, ale jednak wart jest zapisu. To jednak podsumowanie 25 lat, w których tak wiele się zdarzyło, szczególnie w życiu literackim autora.

Magdalena Sowińska, Krzyk światła, 2012

Debiutująca swoim pierwszym tomem poezji Krzyk światła Magdalena Sowińska, po wieloletnich próbach poszukiwania, odnalazła chyba swoją osobistą oryginalną poetykę. Jako że jej zainteresowania organizują się wokół obrazów przestrzeni architektonicznej i dekoratorskiej wnętrz, tworzy swoje wiersze w podobnej konwencji. Akcentuje kolorami swoje kreowane przestrzenie, w których krzyczy światło, często oślepiające protestem przeciwko nadużyciom wobec uczuć drugiego człowieka. Poetka jednak nie poprzestaje na obrazie malarskim, dodaje do niego elementy z przestrzeni absolutnie nie artystycznej. Chłód i sterylność sali operacyjnej, gdzie dokonuje operacji na żywej tkance codzienności, wprowadzają dystans emocjonalny, który wywołał kolorowy obraz uczuć. Balansuje między żarem emocji, a chłodem oceniającego spojrzenia, w którym zderzają się mikrokosmos podmiotu lirycznego z makrokosmosem społecznego bytu. Magdalena Sowińska nie ukrywa się za delikatnym słowem, wie, że na agresję społeczną trzeba użyć drapieżnego słowa, porażającego obrazu, poruszającego dźwięku poetyckiej wypowiedzi. Przecież nie tylko maluje, dekoruje, pisze, ale i śpiewa… Wszystkie techniki artystycznego wyrazu wykorzystuje, więc w swoich wierszach, by dobitnie wyakcentować swój protest o prawdę i godność w miłości, i w życiu.

Zbigniew Jahnz, Klamra czasu, 2012

Klamra czasu Zbigniewa Jahnza, to wybór wierszy z wieloletniej twórczości poety-żołnierza, mającego za sobą już swój staż poetycki, swoje osiągnięcia twórcze uhonorowane nagrodami w konkursach, publikacjami wierszy w antologiach i almanachach poetyckich. Przynależność do grupy literackiej „In Aeternum” nie pozostała bez znaczenia w tej drodze do tomu, który jest debiutem wydawniczym Poety. Wybór wierszy w proporcjonalnym układzie dwóch części, z niewyszukanymi podtytułami Służba i Życie, nie jest przypadkowy. Ma podkreślać surowe znaczenia tematów, wskazywać symboliczne odniesienia, akcentować te treści, które są istotą Klamry czasu w akcie twórczym Poety. Powiększające szkło wiersza pozwala poecie odkryć właściwe akcenty oglądanego czasu i przestrzeni, które, przenikając się wzajemnie, stworzyły klamrę dla życia zapisanego słowem…

 

 

Janusz P. Kowalkowski, Zdążyć przed ciszą, 2012

Janusz Piotr Kowalkowski, muzyk i poeta, jest też muzykoterapeutą, więc wie jak uleczyć pokaleczoną duszę i ciało. Słowa zamienia w ciszę, ciszę w muzykę strofy, tej nadaje nowe znaczenia i wskrzesza zapomniane, nieaktualne tematy, zdarzenia. Podmiot liryczny obraca się pośród uniwersalnych antynomii – Boga i diabła, dobra i zła, urody natury i brzydoty targowisk cywilizacji. Próbuje w tej rzeczywistości odnaleźć swoje miejsce i wartości. Wędruje więc ze Swoim Czasem przez czas i przestrzeń oswojone i… nie do przyjęcia. Prowadzi dialog z samym sobą i polemizuje z tymi, którzy nie uznają Norwidowego. Wędruje po wersach Biblii, wadzi się z Bogiem i bliźnim, zadaje retoryczne pytania i po raz n-ty precyzuje pojęcia prawdy, piękna czy miłości.

Wiersze Janusza Kowalkowskiego snują więc wątek rzeczywistości i jak czółenko pracowitego tkacza na osnowie tworzy gobelin znanej-nieznanej historii… A to poezja właśnie, która pragnie zdążyć przed ciszą

 

Zdzisława Gierszal, pomiędzy, 2013

Tom poezji Zdzisławy Gierszal pomiędzy, to harmonia akcentów słów, które w wierszu nie zostały zapisane, a im do nich dalej, tym akcenty mocniejsze…, tym znaczeń więcej, tym pojemniejsze stają się myśli, z nich obrazy, wrażenia, a w końcu emocje…

Zdzisława Gierszal jest już doświadczoną poetką. Nie boi się eksperymentu ze słowem. Już się z nim oswoiła, zaprzyjaźniła. Obejrzała je i posmakowała. Zna jego wartość. Ma za sobą doświadczenia konkursowe, niepewność wyboru wiersza przed wysłaniem, tremę oczekiwania na wynik i … wiadomość, że znalazła się w gronie laureatów… Zna smak spotkania ze słuchaczami na wieczorach poetyckich w Szczecinie, w Poznaniu czy w Korytowie, gdzie podczas II Nocy Poetów przeszła swoją inicjację poetycką.

Tomik pomiędzy nie jest zbiorem przypadkowym. Jest wynikiem wysublimowanego smaku wersów, fraz, słów. Układania w całość przemyślanej konstrukcji – stron, które wymuszają akcenty poszczególnych wierszy…

 

 

Katarzyna Chabowska, Rozbłyski posenne, 2013

Czytanie wierszy Katarzyny Chabowskiej, to hipnoza, która pozwala medium, czyli czytelnikowi, przebywać w rozbłysku między wizją senną a realnym doznaniem. Tylko po ocknięciu nic już nie pozostaje na swoim miejscu…

Lapidarną formą wierszy Katarzyna Chabowska dodatkowo wymusza ich ulotność, są jak piórka słów, które coś znaczą, ale po chwili, za krawędzią kolejnego wersu czy strofy, już tracą swój pierwotny sens… Jak obrazy posenne nakładają się na siebie, przenikają jak w surrealistycznym filmie… Dlatego ta poezja jest taka migotliwa, jak światło i jak woda zamrożona w krystaliczny sopel… Jest dosadna w słowie, ale subtelna w konstrukcji znaczenia frazy, spontanicznie wyraża emocje, ale artystycznie buduje impresje… jak w japońskiej poezji. Taki jest właśnie świat rozbłysków posennych Katarzyny Chabowskiej.

 

 

Piotr Pawłowski, Po co komu poezja, 2013

Piotr Pawłowski, autor tomiku poezji Po co komu poezja? …o poezji niebie i chlebie jest nauczycielem w Reczu. Nie lubi mówić o sobie. Za to codzienność zamienia w mowę wiązaną i w niej najchętniej kreuje świat. Wyraża go też w swoich działaniach animujących życie miasteczka i jego okolicy.

Codzienność ma twarz Janusową. Nic nie jest takim, jakim się wydaje w danej chwili. Stąd poeta jak iluzjonista odsłania na przemian awers lub rewers naszej powszedniości. Podąża przez silva rerum drogą wiersza, której patronuje rzymskie bóstwo. My zaś przedzieramy się za nim przez gąszcz prowokacji czy zwątpień i oglądamy świat z perspektywy jego wyobraźni. Już tytuł tomu Po co komu poezja? Piotra Pawłowskiego prowokuje. I zaraz pojawia się wiersz o tym samym tytule. Nie ma pewności, czy to pytanie do czytelnika, zaproszenie do rozmowy o poezji, czy może wątpliwość poety, co do kondycji twórcy i wiersza we współczesnym świecie?

Po co komu poezja? Prowokacja artystyczna czy wątpliwość sceptyka? Odpowiedzi należy poszukać między wierszami, a także gdzieś pośród twórców i odbiorców…, natomiast pytanie o współczesny byt poezji jest jak zawsze retoryczne, bowiem poezja po prostu jest…, bo jest z chleba, i nieba, i z nas … o czym przekonują, śpiewające wiersze Piotra Pawłowskiego w tomie Po co komu poezja?

Sceptyk czy prowokator? Odpowiedzi należy poszukać w jego wierszach.

 

 

Róża Czerniawska-Karcz, …skrawki Czasu, 2013

…skrawki Czasu to dziewiąty tom dorobku poetyckiego Róży Czerniawskiej-Karcz. To w większości wiersze z ostatnich dwóch lat. Wglądając w poprzednie tomy, można zauważyć logiczny ciąg – myśli, problemów, tematów, które pomimo zmian formy czy środków wyrazu, pozostają niezmienne. Jednak się krystalizują. Szlifowane, jak diament przez amsterdamskiego jubilera – przez doświadczenie, przemyślenia, inspiracje – przybierają kolejny kształt, ukazując nie tylko nowy szlif, ale też błysk nowo odkrytego znaczenia.

Wątki czasu, przemijania, tak jak i przestrzeni poetyckiej słowa, są znów nitką Ariadny, którą Róża Czerniawska-Karcz rozwija od lat, idąc w głąb labiryntu wiersza. Po drodze potyka się o zachwycenia czy zdumienia, odkryte sekrety – swoje, twoje, nasze – refleksje już zapisane i przebłyski uczuć niedoznanych… Odkrywa wspólną przestrzeń dla teraźniejszości, przeszłości i przyszłości… Tworzy kolaż obrazów z życia, tu i teraz albo z malarskiej przestrzeni Vermeera. Podgląda chwilę umykającą, nie do zatrzymania nawet w słowie

Wszystkie poetyckie, artystyczne jak i te codzienne spełnienia stają się w końcu tylko papirusowym skrawkiem Czasu, tabliczką glinianą, woskową, marmurowym epitafium… albowiem cokolwiek się dzieje, to tylko Czasu muśnięcie.

Róża Czerniawska-Karcz próbowałam zatrzymać chwilę.

Zostało tylko Czasu pęknięcie w wierszu, na obrazie, na zegarze, na tarczy świata…

 

Wojciech B. Jasiński, Pod Krzyżem Południa, 2013

Powieść Wojciecha Jasińskiego, Pod Krzyżem Południa zaprasza do podróży w czasie i w przestrzeni, przez morza wspomnień i lądy znanych oraz nieznanych emocji i zdarzeń. Jest to kolejna – siódma pozycja, w zbiorze utworów prozaika marynisty Wojciecha Jasińskiego. Opowieść Pod Krzyżem Południa, będąca w zamyśle autora jego ostatnią książką, miała stanowić zamknięcie pisarskie pewnej epoki, zapisanej w historii powszechnej i Polski jako wiek XX. Dramatyczne przeżycia minionego czasu, będące udziałem autora i jego bliskich oraz przyjaciół – kaliska młodość z echami pierwszej wojny światowej, rewolucji, wojny bolszewickiej, drugiej wojny światowej, z jej tragicznymi doświadczeniami Września 1939 roku, przynależność do AK i ROAK, a potem życie w Polsce Ludowej z jej wszystkimi anomaliami, nie do zaaprobowania przez spadkobiercę szlacheckiego honoru, idei wolności i patriotyzmu, miłośnika, znawcy kultury i literatury francuskiej, który spróbował “ucieczki” z tej nieakceptowanej rzeczywistości, wybierając zawód marynarza, stanowią kanwę dla snutych wspomnień wykreowanego bohatera. Fikcyjne postacie z powieści czerpią z doświadczenia i erudycji autora, z jego znajomości realiów marynarskiego (i nie tylko) życia.

 

 

Antologia. O wers Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, 2014

Akcentują słowo miłość i piszą wiersze…

Ogłaszając konkurs, który miał upamiętnić 65. rocznicę śmierci Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, chcieliśmy nie tylko przypomnieć postać i twórczość POETKI. Pragnęliśmy także zwrócić uwagę kolejnemu pokoleniu piszących i czytelników na jej najważniejsze życiowe przesłanie … poszukiwanie i wyrażanie, czyli akcentowanie, miłości w jej różnorakich aspektach. Bo dla Lilki Kossak, późniejszej Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, równie ważne było uczucie do wybranego mężczyzny, co do ukochanej siostry – Magdaleny, do Tatki Kossaka czy najmilszego Mamidła – Marii Kossakowej. Uczuciem darzyła Florka (oswojoną wiewiórkę) i przyrodę w jej pełnej Naturze(patrz:. Szkicownik poetycki). Miały znaczenie rzeczy czy miejsca, tak jak ukochana Kossakówka, dom rodzinny w Krakowie, za którym tęskniła ogromnie do końca swoich tragicznych dni w odległej, wojennej Anglii. Wszystkie aspekty miłości, wyrażanej na rozmaite sposoby, znalazły wyraz w jej wierszach, dramatach, dzienniku…

I o takie wypowiadanie siebie zwróciliśmy się do młodych poetów współczesnego pokolenia, gimnazjalistów i licealistów, proponując im patronkę – Poetkę miłości, polską Safonę – Marię Pawlikowską-Jasnorzewską. Jej WERS ” Polska nocy cudotwórcza”, zaczerpnięty z wiersza Litania (główna nagroda konkursu), stał się własnością pięciu laureatek: Klaudii Hołowczyc ze Szczecina (2010), Weroniki Mikszy ze Świdwina (2011), Anny Adamowicz z Lubina (2012), Anny Zych z Oleśnicy k. Tarnowa (2013) i Weroniki Waszczuk z Gryfic (2014).

Antologia nie przypadkiem została wydana w serii: akcent. Związek Literatów Polskich Oddział w Szczecinie jest bowiem inicjatorem i organizatorem, wraz z Pałacem Młodzieży -PCE, pięciu edycji konkursu. Dotychczas każdą z nich wieńczył skromny almanach z twórczością laureatów. Jednak edycja jubileuszowa wymaga jubileuszowego wydania. Stąd decyzja organizatorów o antologii z “akcentem”.

To właśnie prezentacja, na stronach obszerniejszego tomu, twórczości młodzieży, pozwala ogarnąć szerszym spojrzeniem ów tajemniczy proces twórczy, którym jest pisanie wiersza.

Kiedy w styczniu 2010 roku ogłosiliśmy po raz pierwszy Konkurs Poetycki O wers Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, kiedy z niepokojem i niecierpliwością oczekiwaliśmy pierwszych wierszy, kiedy świętowaliśmy pierwszy finał konkursu, nie wiedzieliśmy, że doczekamy naszego małego jubileuszu.

A oto jest. V Ogólnopolski Konkurs Poetycki O wers Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej Szczecin 2014 wieńczy antologia wierszy laureatów ze wszystkich edycji .

 

 

Bartosz Karcz, Róża Czerniawska-Karcz, Galaktyka poezji, 2014

Trzy lata temu rozpoczęła się przygoda Bartka w Kosmosie. A zaczęło się niewinnie od oglądania książki, w której kolorowo i tajemniczo pojawiały się na stronach planety i gwiazdy naszej Galaktyki. Zaczęliśmy czytać popularnonaukowe objaśnienia, do tego dorzucałam historie mitycznych bogów i herosów umieszczonych na mapie nieba i… chłopiec zaraził się kosmicznym wirusem.

Podczas kolejnych wizyt o niczym innym nie rozmawialiśmy. Aż któregoś dnia dostałam własnoręcznie napisany przez Bartka na komputerze tekst, w którym opisał nasz Układ Słoneczny. Pomyślałam wówczas, że to dobry wstęp do książki. I tak zaczęliśmy pisać tę książeczkę. Kolejnym strofom-wierszom poświęconym planetom i gwiazdom towarzyszyły opowieści -moje literackie, a sześcio- a potem siedmioletniego “astronoma” – naukowe. Wiedza Bartka zadziwiała i zmuszała do czytania. Odświeżałam swoje wiadomości z astronomii, które pozostały na poziomie liceum z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. I uświadamiałam sobie, słuchając opowieści o Kosmosie opowiadanych z przejęciem przez małego chłopca, jak świat się zmienił i jakich odkryć dokonano przez pół wieku bez mała…

Ta kosmiczna przygoda wciąż trwa. Bartek chodzi na spotkania z astronomią, odwiedza szczecińskie Planetarium, ogląda filmy o tajemnicach Kosmosu i czyta gazety o nowościach w świecie astronomii. Studiuje mapy nieba w kolejnych książkach, oczywiście z kosmosem w tytule, i rozprawia godzinami o kolejnych swoich odkryciach, a ja wraz z nim zamieniam nasze fascynacje w słowa wiersza.

Pierwsze wydanie tej książeczki miało charakter bibliofilski. Została wykonana ręcznie w pięciu egzemplarzach. Obecne II wydanie ma trafić do szerszego grona czytelników, którzy, jak Bartek, odnajdą swoje kosmiczne legendy w zaakcentowanym przez małego chłopca Kosmosie tej książeczki.

 

 

Rafał Podraza, Rozmowy o Zmierzchu, 2014

Codzienność. Obcowanie z przeciętnością, ocieranie się o powtarzalność dni, zajęć. Rutyna gestów i słów, nieatrakcyjność ludzi dobrze już znanych lub obcych, niebudzących naszego zainteresowania. Wszystko znamy. Powszedniość. A przecież to w niej żyją OSOBOWOŚCI, które samym nazwiskiem otwierają nam pamięć i wzbudzają emocje. Czyż tej naszej powszedniości nie wypełniają pozytywne przeżycia związane z muzyką, piosenką, z filmem, sportem? Świat artystów czy sportowców zawsze przyciągał i interesował barwnością i odmiennością życia. Stąd tak wielkie zainteresowanie wzbudzały i nadal wzbudzają wszelkie sensacje i pseudo sensacje związane z życiem bohaterów z pierwszych stron kolorowych czasopism, fal eteru czy ekranów kinowo-telewizyjnych. Co oni mają do powiedzenia o swoim niepowszednim życiu? Jakie snują marzenia, czy spełnione? Czym są dla nich porażki a czym sukcesy, motywacją czy dramatem? Co sprawia im radość a co smuci? Kogo lubią a kogo omijają z daleka? Jakie ukrywają wady a jakie zalety odsłaniają?

Pytania, nie po raz pierwszy zresztą, zadaje Rafał Podraza (dziennikarz i autor książek wspomnieniowych o Kossakach, Helenie Majdaniec czy Annie Jantar). A odpowiedzi na nie przychodzą o zmierzchu. To najodpowiedniejsza pora do zwierzeń, do podsumowań, małych bilansów z czasu minionego. Także do snucia planów na przyszłość. W książce Rozmowy o Zmierzchu, Rafał Podraza zebrał 13 rozmów, które autor przeprowadził ze znakomitościami polskiego filmu, sportu i muzyki. Zamierzeniem autorskim pisarza była próba ocalenia od zapomnienia ciekawych postaw i poglądów wybranych bohaterów w różnych dziedzinach ich życia. Codzienność. Obcowanie z przeciętnością, ocieranie się o powtarzalność dni, zajęć. Rutyna gestów i słów, nieatrakcyjność ludzi dobrze już znanych lub obcych, niebudzących naszego zainteresowania. Wszystko znamy. Powszedniość. A przecież to w niej żyją OSOBOWOŚCI, które samym nazwiskiem otwierają nam pamięć i wzbudzają emocje. Czyż tej naszej powszedniości nie wypełniają pozytywne przeżycia związane z muzyką, piosenką, z filmem, sportem? Świat artystów czy sportowców zawsze przyciągał i interesował barwnością i odmiennością życia. Stąd tak wielkie zainteresowanie wzbudzały i nadal wzbudzają wszelkie sensacje i pseudo sensacje związane z życiem bohaterów z pierwszych stron kolorowych czasopism, fal eteru czy ekranów kinowo-telewizyjnych. Co oni mają do powiedzenia o swoim niepowszednim życiu? Jakie snują marzenia, czy spełnione? Czym są dla nich porażki a czym sukcesy, motywacją czy dramatem? Co sprawia im radość a co smuci? Kogo lubią a kogo omijają z daleka? Jakie ukrywają wady a jakie zalety odsłaniają?

 

 

Róża Czerniawska-Karcz, Namaluj mnie…, 2014

Przygoda Róży Czerniawskiej-Karcz z Vermeerem trwa już wiele lat… Odwiedza wciąż jego przestrzeń, ten “materialny skrawek powierzchni świata” płótna zamkniętego w ramach, niewielkiego przecież.

Przestrzeń tak jak i Czas są dla autorki, i dla malarza najistotniejsze. W nich zamiennie pojawiają się niby przypadkiem kobiety. Niby są bohaterkami tych miejsc, ale jednak nie do końca. Dlatego ich poetyckie monologi czy dialogi są takie ulotne, bo prowadzone w mijaniu się w tej przestrzeni. One tylko wchodzą i wychodzą, tylko zmieniają się w tym pokoju, tylko na krótko siadają przy tym stole, stają przy oknie… najczęściej uchylonym… Tylko to okno, ten stół, ta portiera trwają, natomiast kobiety pojawiają się… na chwilę, którą można zatrzymać w Czasie. I tak się staje. Odwiedziny autorki w przestrzeni Johannesa Vermeera przy jego Uliczce w Delft są wizytami niezapowiedzianymi.

Z zaskoczenia może więc podglądać, jak Mistrz maluje marzenia dziewczyny czytającej list lub w innej chwili wygrywającej je na lutni… Może śledzić myśli czy uczucia kobiety pochylonej nad dzbanem mleka lub śniącej sen zmęczony po nocy nieprzespanej… Może spoglądać na nie czule oczyma Mistrza. Może też wyjść dyskretnie zza zasłony, podejść do okna i zamienić słowo z koronczarką albo popatrzeć na miasto, zrozumieć miłość dotykającą płótna niepowtarzalnie.

Rozmowa pomiędzy wersami, pomiędzy roztarciem farby na palecie, pomiędzy westchnieniem a błyskiem światła na miedzianym dzbanie – to z kolei Przestrzeń, którą ofiarował z miłością swoim Kobietom i Róży Czerniawskiej-Karcz Johannes Vermeer van Delft. Ile z tego pojęła, ile przeczuła, ile z niej zdołała zapisać trafnych słów odnalezionych w wersie i pomiędzy – pokażą akcenty z Vermeerem w tle poetyckiej ekfrazy.

 

 

Zbigniew Jahnz, Katharsis, 2014

Drugi tom poezji Zbigniewa Jahnza Katharsis bez wątpienia jest kontynuacją tematów wyłożonych przez poetę-żołnierza w jego pierwszym tomie Klamra czasu (2012). Kontynuacja tematyczna programowo podkreśla tragizm egzystencjalny człowieka współczesnego uwikłanego w rzeczywistość wojenną, polityczną, społeczną czy rodzinną. O ile ta ostatnia jest ratunkiem, ostoją przez miłość i bezpieczeństwo, chociaż nie wolne od zwątpień i rozczarowań, to pozostałe elementy są żywą raną w świadomości wykreowanego bohatera lirycznego, który nie wyraża zgody na zastaną rzeczywistość. Jego próby wyparcia wojennej przeszłości pozostają nieudane, nadal ranią. Polityczne obrazy przygnębiają i odbierają nadzieję na humanitarną czy humanistyczną sprawiedliwość, społeczne negatywne zachowania niweczą radość życia. Jak temu zapobiec, jak się obronić? Jak oczyścić umysł i ciało? Padają pytania.

Odpowiedź przychodzi sama, ale nie z doświadczenia religijnego, które zawiodło, nie z rozkazów “bogów wojny”, gdyż: Wojna to kraina woli/kraina ducha/ tygiel spłoszonych sumień./. Odpowiedź przychodzi z mądrości filozofa.

Arystotelesowe Katharsis. Oczyszczenie słowem. Poezja poprzez słowo ma swoją oczyszczającą, uzdrawiającą moc. Nie darmo już starożytni Grecy oczekiwali uwolnienia od dręczących ich emocji. Katharsis jest bowiem misterium obopólnym: tak dla aktora i widza antycznej tragedii, jak i dla współczesnego Poety i Czytelnika.

 

 

Leszek Dembek, re-vers dla e-lizy, 2014

Leszek Dembek znany jest w szczecińskim środowisku, nie tylko literackim, ze swoich poszukiwań definicji poezji, z dociekania znaczeń, z tropienia myśli niecodziennych, w których inni autorzy, tak jak on, podejmują próby znalezienia odpowiedzi na pytania – czym jest poezja? Jaka jej rola? Jakie są dla niej współczesne wyzwania?

Bo poeci wciąż będą ostrzyć słowa swoje,/ (…)oni dalej będą pisać – bo jak światło jest poezja/ które najlepiej będzie widać/ gdy nagle wszystkie wiersze zgasną…// deklaruje w wierszu-piosence Poeta.

W swoim nowym tomie wierszy próbuje Autor Na krawędzi czasu sformułować owo credo poetyckie, zarówno w formie jak w wyrazie artystycznym. Odsłania szeroki horyzont swoich wątpliwości jak i zadziwień, dogmatów i negacji, polemik i kontestacji, które zamienia w wiersze. Prowadzi czytelnika przez galerię, ciągle dręczących bohatera lirycznego, postaw moralnych, żołnierskich dylematów, wojennych rykoszetów, historycznych dociekań, ale też przez delikatnie zaznaczone relacje osobiste, aż po najmocniej wyeksponowane – zjawiska społeczne.

Re-vers dla e-lizy Leszka Dembka to ogląd rzeczywistości tyle współczesnej co uniwersalnej. Komputerowy zapis codzienności

 

 

Edward Siekierzyński, Jak daleko jest blisko, 2014

Edward Siekierzyński jest artystą obdarowanym przez Muzy, malarz, rzeźbiarz, medalier, poeta i pisarz-eseista. Ten wachlarz artystyczny wszystko wyjaśnia – i zamysł wiersza, i kompozycję Jak daleko jest blisko – już sam tytuł wprowadza zamęt, bo w nim ni to stwierdzenie, ni to pytanie…

I o to właśnie chodzi… bo Autor z natury rzeczy niesie z sobą niedopowiedzenie, dzieli się nim z czytającym… prowokuje do poszukiwań odpowiedzi albo odkrywania pewników.

Edward Siekierzyński zaprasza tym zwrotem-tytułem na karty swojego dziennika, ale jest to zapis niezwykle oryginalny, bowiem dziennik to zazwyczaj chronologia, a tu niestety, jak w kosmosie, mały chaos i przypadek… Tomik jest zbiorem wierszy zebranych z wielu, do tej pory niewydanych, bibliofilskich makiet (własnoręcznie wykonywanych przez artystę). Wierszy zapisywanych w różnym czasie, ale przeważnie w tej samej stargardzkiej przestrzeni… daty i godziny odsłaniają nam czas tych wewnętrznych plenerów, podczas których powstawały obrazy-wiersze. To cykle ilustrowane zmierzchem i porankiem, pełnią dnia i porą roku. Przychodzi na myśl cykl obrazów Moneta – z Katedrą w Rouen, Parlamentem w Londynie lub z Nenufarami na wsi podparyskiej, malowanych o różnych porach roku czy dnia.

 

 

Robert A. Florczyk, Brama Portowa, 2014

“Brama Portowa” Roberta Florczyka to pierwszy (wydawniczo) tom wierszy Autora, ale nie jego debiut poetycki, gdyż od lat istnieje on jako poeta, pasjonat historii Szczecina i jej publicysta na łamach prasy lokalnej i ogólnokrajowej. Część szczecińska tomu nawiązuje do konstytuowania się miasta w jego dwudziestowiecznych dramatycznych przemianach.

Jest w poezji Roberta Florczyka wielokrotne odniesienie do kultury Wschodu jak i Zachodu, zderzenie tych kultur: tak twierdzi Wschód Zachód zaś twierdzi…, nawiązanie do chrześcijańskiej żarliwej wiary, do ewangelicznych wersetów Hymnu do miłości św. Pawła jak i do motywu buddyjskiej sutry, sutry serca, do hinduistycznych praktyk umożliwiających samopoznanie, czy do ascetycznej elegancji poezji japońskiej.

Te motywy nie są przypadkowe w “Bramie Portowej”, o nie. One wskazują motyw główny – port, do którego zawijają z egzotycznymi towarami samotne statki i najoryginalniejsi na nich ludzie, zostawiający po sobie w tymże porcie ślad niezatarty w postaci dzieła, myśli, idei. To na nich czekają powitania w porcie otwartych dłoni. Czerpie z nich ten, który wszystko odprawia, czyli celnik. To też słowo-klucz, jak brama, port, żagwie słów, rżysko czy kruk zmieniający się w mewę. Celnik-poeta zmaga się z tym towarem, przetwarza go na słowa cenne, ważne, piękne. Składuje je w prywatnym elewatorze swojej wyobraźni i wydaje, gdy przychodzi pora, kolejnemu nabywcy.

 

 

Janusz Krzymiński, szczecińskie drobiazgi… zupełne…, 2014

Szczecińskie drobiazgi…zupełne… Janusza Krzymińskiego to tomik prozy dla odmiany, po Smaku moreli(1961), Listu w butelce(1985) czy, nie tak dawnym, tomie wierszy W palcach wiatru(2011). Szczeciński (od pół wieku bez mała) prozaik, oddaje Czytelnikom tom oryginalny, na który składają się jego teksty tyleż nowe, bo z sierpnia 2014 roku, jak i te pozbierane z publikacji już dawno zapomnianych, a przywracające pamięć o ludziach i ich sprawach, ważnych dla szczecińskiego środowiska artystycznego i dla samego Autora. Ważne są bowiem nazwiska przywołanych postaci przyjaciół-poetów: Józefa Bursewicza , zwanego “Żoskiem” czy Mariana Żabińskiego z Polic, malarzy – Andrzeja Żywickiego czy Łukasza Niewisiewicza. Pojawiają się też inni artyści i akolici kulturalnego Szczecina sprzed lat, znani z imienia, z nazwiska i z legendy, ot chociażby Ryszard Chachulski, rzeźbiarz, autor pomnika Marynarza czy Tancerzy.

Janusz Krzymiński bawi się słowem i drażni z formą, dlatego w swoim najnowszym tomie gromadzi drobiazgi ze wspomnień, urywki zdarzeń, które stały się już anegdotą; rysuje groteskowe epizody czy scenki z życia leciuteńko rozmazaną czarną kreską, może nieco bardziej wyrazistymi czyni akwarelą nowelki albo szczegółowo charakteryzuje kolorem portrety przyjaciół, którzy odeszli. Podkreśla indywidualność i ekscentryzm osobowości oryginałów, którym przyszło się znaleźć w określonym czasie i w określonym specyficznym szczecińskim miejscu.

 

 

Ks. Sławomir Kokorzycki, Tobie… 2014

Ważyć SŁOWO. Norwidowe Odpowiednie dać rzeczy słowo.

Nawet się nad tym już nie zastanawiamy. Kto dziś waży słowa? Kto poszukuje ich znaczenia? Kto wydobywa i sławi ich urodę? Nieliczni. A przecież wszystko z Niego, zarówno w tym biblijnym, ewangelicznym aspekcie, czy też naszym pospolicie powszednim, czyli i sacrum, i profanum. Wie to poeta, bowiem obcuje ze Słowem, żyje Nim we wszystkich Jego wymiarach. Poszukuje Go w każdym momencie swego bycia, a znalezione, kreuje mniej lub bardziej udanie, podług talentu, nadając Mu kształt prawdopodobny.

Czwarty tomik poezji księdza Sławomira Kokorzyckiego – “TOBIE…”, wprowadza Czytelnika w stan rozmyślania nad słowem, które jest szczególnie w nim rozmieszczone i akcentowane. Jest w jego lirykach w sposób niezwykle subtelny wyrażona istota jądra samotności, krystalicznie ludzkiej samotności, która otulona jest ziemską urodą świata, bytowaniem wśród ludzi i dla ludzi (kapłańskie powołanie), są tu wiara, nadzieja i miłość, ów fundament, opoka, podpora, ale też migoce w tych wszystkich SŁOWACH owa kosmiczna tęsknota do Tego, Któremu to wszystko zawdzięczamy, a Który jest w i do nas, tak dotykalnie w drugim człowieku obok nas, podobny. I chyba też nie przypadkiem przywoływany jest często w mottach czy wersach samotny Mały Książę, Lis czy róża z przypowieści Antoine´a Saint Exupery´ego? Jest też w kilku wierszach ogrzewająca nutka poczucia humoru, zabawy w niedomówienie, np. Jak mi dasz: […] Jak mi zrobisz/Skrawek nieba/Jak mnie kopniesz/Gdy potrzeba/Jak mi słów/ Dopiszesz szereg/. Liryka Ks. Sławomira Kokorzyckiego łagodzi ascetyzm poszarpanej surowej frazy.

 

 

Adam W. Siedlecki, Listy do Ojca, 2014

Listy do Ojca, niedokończone czyli milczenie medytacje relacje spoza horyzontu to nowy tom poezji Adama W. Siedleckiego, drugi po arkuszu poetyckim Zachwyt z 2007 roku.

Już ów tytuł rozbudowany o dopowiedzenie, objaśnienie zakresu tematu tych listów, zaprasza Czytelnika w czas i przestrzeń, która nie tylko do listów należy. List (dzisiaj coraz rzadziej pisany odręcznie, może jeszcze e-mailem w Internecie) to, do niedawna, jedyny ustalony tradycją sposób porozumiewania się na odległość, porozumienia intymnego, w którym uczucia ważyły tyleż samo, co chęć przekazania wiadomości o sobie i o życiowych sprawach. Wykreowany w tomie podmiot liryczny, przynajmniej w rozdziale pierwszym, jest porte-parole samego Autora.

Listy do Ojca podzielone są bowiem na rozdziały. Podział ten podyktowany jest między innymi potrzebą precyzyjnego rozłożenia akcentów emocjonalnych, które ważą w poezji Adama W. Siedleckiego na równi z konceptem treści, jak z pomysłem konstruowania wiersza, przy skrupulatnym liczeniu się ze słowem, zmaganiu się z jego przewrotnością i możliwościami odsłonięcia lub ukrycia tychże emocji.

Listy do Ojca Adama W. Siedleckiego odległe są już od klimatów jego młodzieńczego Zachwytu. To już poezja dojrzalsza, nacechowana jeszcze, już w pełni świadomie, metafizycznym poruszeniem ducha, ale też bardzo mocno zakorzeniona w człowieczej egzystencji codzienności. Oglądająca przez szkło powiększające słabości ludzkie i próbująca iść drogą Chrystusowych nauk.

 

 

Tadeusz Szklarski, Pan Gabe poszukiwacz form i kształtów

Pan Gabe poszukiwacz form i kształtów jest tomem debiutanckim Tadeusza Szklarskiego.

Na początku był akcent – na słowo i na obraz… ale rozłożony nierówno, wydobywał nie zawsze korzystnie wiersz, innym razem obraz. Zachwiane proporcje, rozsypane kolory, pogubione słowa… żmudne poszukiwanie. I wtedy pojawił się Pan Gabe (dar, talent), który spróbował znaleźć “złoty środek”, tak w akcencie padającym na wiersz, jak w perspektywie czy w świetle obrazu. Zajął się poszukiwaniem najwłaściwszych form i kształtów.

Tak, nieco metaforycznie, można by przedstawić drogę do tomu wierszy Tadeusza Szklarskiego.

Janusz Krzymiński opisał Pana Gabe w tych oto słowach:

Pan Gabe, to daleki krewny pana Cogito./ Co wcale nie jest ujmą dla niego./ Bowiem pokrewieństwa – jeśli nie z wyboru,/ to najczęściej są przypadkiem./ Lecz nie umniejsza to doświadczeniu pana/ Gabe w zderzeniu z realnością i istnienia/ w ogóle./ Bo istnieć – to doświadczać,/ a doświadczać, to istnieć./ Wbrew nabytym – wykształceniu, pouczeniom/ moralistów czy wszelkiej maści filozofom./ Pan Gabe jest w świecie takim, jaki zastał i/ ten świat jest w nim. Co wcale nie oznacza,/ iż pan Gabe jest pogodzony. Podlega bowiem,/ jak i my, różnorakim wzruszeniom/ i zadziwieniom./ Wszystko to może też stać się udziałem/ czytelnika tej poezji za sprawą twórcy/ – autora./

Bo zacytuję jeden z tekstów tego zbioru:

W labiryncie zdarzeń

pięknie jest trafić

na otwartą

przestrzeń

minionego czasu

 

 

Sebastian Rosa, Uczuciologia, 2014

Sebastian Rosa, student dziennikarstwa na Uniwersytecie Szczecińskim, współzałożyciel grupy poetyckiej Nowy Akord, aktywnie działający w środowisku literackim miasta, jest już po swoim debiucie poetyckim. Wraz z kolegą, Karolem Gibułą wydał, jeszcze w szkole średniej, swój pierwszy tom poezji Szare i złote codzienności. Obcowanie ze słowem nie jest mu więc obce, a z uczuciami… też nie, bo tych nie skąpi mu życie (rodzinne i szkolne w Świdwinie, studenckie w Szczecinie).

Jednak Poeta zdaje sobie sprawę z wagi zarówno słów jak i emocji, które rządzą nim, a przez niego materią wiersza. I kreując swojego bohatera lirycznego, próbuje porozkładać akcenty… Ale tu wkracza zmaterializowana w słowie uczuciologia i akcenty wyważone słowem nie zawsze równo padają pomiędzy wersy… Kreowany świat emocji nie zawsze poddaje się słowu… Powstają obrazy niedoświetlone, pozostają sytuacje niewyjaśnione a relacje niedopowiedziane do końca…

Uczuciologia pozwala przenikać ze świata do świata, z codzienności materialnej nie do zaakceptowania, do codzienności wiersza , w którym nawet wynaturzenie jest tylko innym oglądem tejże rzeczywistości, ale można odnaleźć w niej wszystko to, co swojskie, ale i to, co nieznane a przeczuwane jedynie… Wtedy bowiem Poeta staje się nagle kreatorem metafizycznych przestrzeni i czasu, w których stanowią swoje prawa uczucie i logos.

 

 

Krystyna Wajda, W kokonie dnia, 2014

Czy można schować się w czasie? Czy można w nim schować swój świat? Czy można w nim snuć swoją niepowtarzalną codzienność? Jak?

Otóż to… Można, pozwala na to poezja, liryka opisowa czy wyznania, ona może stać się dla każdego z nas bezpiecznym kokonem dnia…

Skorzystała z tej poetyckiej magii poetka, Krystyna Wajda, koszalińska autorka dziewięciu książek, w tym sześciu tomików poezji. Sięgnęła w swoim najnowszym, siódmym tomie, po poetycką metaforę, dzięki której, swoją liryczną bohaterkę mogła umieścić z jej przeżyciami teraźniejszości, przeszłości i oczekiwaniami przyszłości, z pejzażem nadmorskiej jesieni w tonacjach letniej jeszcze zieleni czy z obrazem w sepii cierpienia i śmierci szpitalnej sali, – w swoim symbolicznym kokonie dnia.

W kokonie dnia nikt nie jest wolny od rozstań na zawsze, odchodzą pacjenci, bliscy, przyjaciele… zostawiają w wierszach mnóstwo emocji do uporządkowania, do zapisania ascetycznym wersem, lakoniczna strofą, zaakcentowanym gestem pamięci, takim jak ten wymykający się z izolatki codzienności, który znajduje swoje właściwe miejsce gdzieś: pomiędzy śmiechem/ i płaczem, na wąskiej kładce wrażliwości naciągniętej jak struna.

To wrażliwość bowiem jest nie tylko kładką, ale mostem, po którym możemy wciąż przechodzić czy to do Harasymowiczowej Krainy łagodności, nie tylko bieszczadzkich połonin, czy też na nadmorskie plaże Krystyny Wajdy, na które zaprasza: zwiewność piasku/ taniec wiatru/ oddech morza.

 

 

Janusz Kondratowicz, Koncert na deszcz i wiatr, 2015

Pomysł na tomik wyłonił się podczas rozmowy-rzeki przeprowadzanej z Januszem Kondratowiczem w lutym 2014 roku przez Rafała Podrazę, gdy ten w archiwach swego rozmówcy odnalazł teczki pożółkłych maszynopisów i wycinki prasowe z wierszami Autora przebojów Powrócisz tu czy Tyle słońca w całym mieście. Za zgodą Poety i Jego żony Anny, Podraza zabrał teczki z wierszami do redakcyjnego opracowania w serii: akcent

Tom poezji Koncert na deszcz i wiatr został wydany. Natomiast do satysfakcjonującej realizacji projektu zabrakło… Jubilata. Janusz Kondratowicz odszedł niespodziewanie w lipcu ubiegłego roku.

Wśród setek wierszy satyrycznych, ballad i tekstów piosenek, wśród fraszek i poematów, liryków i erotyków było w czym wybierać. Postanowiłam pokazać Janusza Kondratowicza jako poetę liryka, poetę wśród grona jemu podobnych, z którymi lubił obcować, miał ich za mistrzów albo przyjaciół w przestrzeni europejskiej kultury. Klimaty bliskie tamtemu młodziutkiemu Poecie/bo należy pamiętać, że prezentowane w tomie wiersze, to utwory z drugiej połowy XX wieku/, to jednak nie wielkie miasta, chociaż jest warszawiakiem z Mokotowa, ale małe miastka, krajobrazy “bez widnokręgów”. To z tych pejzaży wychodzą na “drogi marcowe” nie tylko koty, ale i świąteczni goście, żebracy, Garbaci, arlekiny i cała nędza tego świata, który dzieje się wokół nas w scenerii lirycznych strof ballad rodem z Burns`a czy ludowych pieśniarzy. Zadziwiające, jak te obrazy poetyckie Kondratowicza wpisują się w impresjonistyczne przestrzenie Vincenta Van Gogha, którego przywołuje wielokrotnie. Stąd też decyzja o zilustrowaniu tomiku właśnie kilkoma dziełami tego mistrza.

 

 

Gośka „MarGoth” Goluda, Otwórz Oczy, 2015

Drugi tom poezji poetki, rysowniczki, tancerki, Gośki “MarGoth” Goludy OTWÓRZ OCZY jest tomem dwoistości. Młoda Poetka próbuje obrazem, słowem, intuicją, dotknąć nieznanego, czyli sensu bytu i… niebytu. I w klimacie samotności, w której liryczna bohaterka wciąż zmaga się ze sobą, z Bogiem, z dobrem i złem, z życiem, z jego sensem i bezsensem, z jego urodą i z bytem plugawych, ludzkich/słów.

Niezwykle oryginalny to tomik. Dominuje w nim wspomniany już dualizm. Już układ i dobór wierszy, naprzemienny w nich dialog i monolog, wygłaszane racje w pierwszej i w trzeciej osobie; adresat liryczny, którym jest sam podmiot, wprowadzają pozorny chaos do wyznania: pogubiłam litery/ swojego/ imienia/ w natłoku prób poszukiwań/ Boga/ pogubiłam litery swojego/ nazwiska/ w natłoku prób oddania/ wnętrza i serca//. To pogubienie jednak zmusza do odnalezienia. Więc mimo ubrudzonych piór resztek swoich skrzydeł… tańczy “ja” liryczne życie broczącymi/ stopami/ wśród ludzkich niegodziwości w betonowym świecie blokowisk. I stara się żyć! Choć to trudne.

 

 

z Ziemi i z Morza antologia marynistyczna, 2015

Zaczęło się od piosenki. Nie! Właściwie to najpierw była lektura opowiadania historia prawie romantyczna Wiesława Andrzejewskiego… Tekst wiersza ponoć pisał się sam, by wkrótce zamienić się w piosenkę, dzięki kompozycji Grzegorza Haciskiego, który, nie pierwszy raz, muzykę do wierszy Leszka Dembka napisał i piosenki powstałe śpiewał.

Latem 2011 roku Leszek Dembek, poeta i animator kultury, zwrócił się do Róży Czerniawskiej Karcz i do Barbary Dominiczak z propozycją stworzenia scenariusza z piosenkami marynistycznymi, których już sam napisał kilka, a my miałyśmy dołączyć swoje. Zamysłem pomysłodawcy było stworzenie spektaklu pod roboczym, marynarsko brzmiącym hasłem Szczecińska łajba, w którym można byłoby zaprezentować, a właściwie przypomnieć, sylwetki i twórczość szczecińskich marynistów, których coraz bardziej skrywa mrok przeszłości, a ich książki przysypuje biblioteczny kurz.

Leszek Dembek „odświeżył” już Papierową dżunglę Jana Papugi w Gladiatorze życia. Makrelowy sen, Jerzego Pachlowskiego zamienił w szantę, do tego dodał piosenki Crazy baker, Inny Świat oraz Słoń czyli dar od Wietnamu, zainspirowane z kolei opowiadaniami Eugeniusza Daszkowskiego z książki Małpi rejs. Różne formy adaptacji prezentowanych opowieści miały pokazać wieloznaczność ujmowania morskich tematów przez pisarzy.

Nie ustępowała inicjatorowi w poetyckiej pracy Barbara Dominiczak, mając już w swoim dorobku marynistyczny tomik poezji Mój ląd i twoje oceany. Spod pióra poetki wyszły nowe teksty z morskimi motywami zaczerpniętymi z gawęd kpt. Eugeniusza Daszkowskiego. A lektura powieści Wojciecha B. Jasińskiego Płyń galero czy Pod Krzyżem Południa zaowocowała empatycznymi wierszami o egzotycznych przygodach marynarzy.

Moje upodobanie do symbolicznych Morskich zadziwień Jerzego Jasińskiego obfitowało balladami o morskich koniach z wyspy Sable czy o „koszmarach wychodzących z morza”, a tematy „kapitańskie” inicjowały mi książki innego szczecińskiego marynisty, kpt. Józefa Gawłowicza.

Janusz Krzymiński odkurzał swoje marynistyczne, pełne metafor pejzaże i pisał szanty; młoda poetka Zdzisława Gierszal swoimi wierszami wprowadzała świeże spojrzenie na gatunek zasłużony w tradycyjnej już literaturze. Grzegorz Haciski dopisywał melodie do nowych poetyckich piosenek a wyśpiewał je na I Korytowskiej Nocy Poetów. Scenariusz szczecińskiej łajby przybierał wyraziste kolory i kształty.

Ale jak to w życiu bywa, mimo zaangażowania autorów, kompozytora i zaproszonych wykonawców, aktorów ze szczecińskiego teatru, wyrażających gotowość zaprezentowania profesjonalnego wykonania morskich piosenek, sceny nie znaleziono. Mijały więc kolejne coroczne Dni Morza, The Tall Ships’ Races, a nasza liryczna szczecińska łajba nadal kołysała się przy nabrzeżu naszych oczekiwań. Zmieniały się koncepcje i plany. Dopisywaliśmy nowe teksty, dołączali nowi autorzy… Janusz W. Szymański, żeglarz i nauczyciel-wychowawca z Pałacu Młodzieży; kpt. Bogusław Janiczak z Darłowa ze swoim doświadczeniem dalekomorskich rybackich rejsów; Robert Florczyk, pasjonat i promotor „szczecinariów”, czyli poszukiwacz historii miasta w jego artefaktach. Aż w końcu pojawiła się szansa na… zrealizowanie nie tyle spektaklu, co antologii. I to było TO.

Rysunki szczecińskiego portu pani Hanny Andrzejewskiej, oddające pejzaże portowe z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oraz jej morskie impresje. Opowiadania prozaików i nasze wiersze-piosenki zbierane przez lata, dopełnione utworami z zapomnianych tomików, chociażby Mariana Yoph-Żabińskiego, szczecińsko-polickiego poety i marynisty, znakomitego krytyka literackiego i animatora kultury, którego wiersze udostępnił ze swoich zbiorów, za zgodą spadkobierczyni, Adam Siedlecki, pozwoliły na złożenie całkiem obfitego tomu antologii marynistycznej. Jej tytuł też znalazł swoje uzasadnienie w przeszłości, do której sięgnęła nasza teraźniejszość.

Dzięki temu ta książka staje się kontynuacją… a nie przypadkowym pojedynczym wydarzeniem wydawniczym. Janusz Krzymiński podsunął bowiem myśl, by nawiązać do szczecińskiego tygodnika społeczno–kulturalnego „Ziemia i Morze”, wydawanego w latach pięćdziesiątych, w którym redaktorami byli znakomici szczecińscy maryniści. Przytaknęliśmy z aprobatą wielką… a po krótkim namyśle zapisał się nam tytuł o wieloznacznej symbolice – …z Ziemi i z Morza.

 

 

Wojciech B. Jasiński, Dama Magnoliowa, 2015

Wojciech Jasiński, ponad 90-letni starszy pan, dzieli się swoją wiedzą wynikającą nie tylko z wykształcenia, ale przede wszystkim z życiowego doświadczenia. Znajomość literatury, historii czy muzyki, wojskowości czy sportu, filozofii i psychologii, uzupełniona bogactwem cytatów, sentencji czy anegdot wypowiadanych w obcych językach: francuskim, rosyjskim, niemieckim… wzbogaca wiedzę czytelnika. Zaś Autor wykorzystuje te walory, kreując swój świat przedstawiony w niepowtarzalny sposób. I nie zapomina przy tym akcentować swoje szczecińskie więzy oraz swoją szczecińską przynależność do miasta Gryfa, w którym ukorzenia swoich bohaterów.

W tej krótkiej powieści, w której splatają się wątki rosyjskiej biografii pięknej kobiety, Magnoliowej Damy, doświadczonej a przecież samotnej, spragnionej uczucia i stroniącej od mężczyzn – uniwersalnej une femme éternelle, z życiorysem młodego inteligentnego mężczyzny, który też doświadczył swego losu i z rezerwą , ale też z ciekawością oczekuje od kobiety podarunku od losu. Trzecim bohaterem jest stające się miasto, Szczecin odsłaniający przyszłość i zachęcający do snucia marzeń, szczególnie pośród kwitnących magnolii w ogrodzie dendrologicznym w Parku Kasprowicza.

 

 

Krystyna Rodzewicz, Indeks Szczęścia, 2015

Cóż jest Szczęście? Z czego się bierze? Skąd przychodzi? Czy można je w ogóle zdefiniować? Honoriusz Balzak, na przykład, określał je tak: Prawdziwe szczęście jest rzeczą wysiłku, odwagi i pracy. Czy na pewno? Erich Fromm z kolei uważał, że Szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie. A Oskar Wilde doszedł do wniosku, że: Człowiek, który umie żyć w harmonii z samym sobą, jest szczęśliwy. Dla jednych to chwila ulotna zachwytu czy zadowolenia, dla innych osiągnięcie sukcesu, posiadanie materialne, spełnienie zawodowe czy rodzinne. Ilu ludzi, tyle definicji, a raczej oczekiwanie na szczęście. Tak jak nie ma jednoznacznego objaśnienia dla pojęcia miłości, poezji czy piękna, tak samo trudno nazwać ulotne szczęście. Każdy z nas inaczej je przeżywa – to też przecież truizm. Co nie przeszkadza, by każdy inaczej je nazywał, orientował na różne wartości, a nieliczni próbują je nawet zapisywać…?

Czyni to szczecińska Poetka, Krystyna Rodzewicz, debiutując tomikiem wierszy Indeks Szczęścia, w którym to zbiorze próbuje ponazywać swój świat uczuć, wrażeń, doznań, posegregować zdarzenia, wspomnienia, chwile ulotne teraźniejszości i oczekiwanie na …przyszłość.

 

 

Zbigniew Jahnz, Zapętlenia, 2015

Zapętlenia, to po Klamra Czasu i Katharsis, trzeci tom poezji Zbigniewa Jahnza.

Zbigniew Jahnz jest konsekwentny w swojej poetyckiej podróży – samoobserwacji … Zawsze wierny formie, gdyż ta jest z niego – to muzyka wersów, długich zdań, słów-kluczy, wertykalnych przestrzeni wiersza. Czytelnik trafia w tę samą strukturalną przestrzeń, jest u siebie, i na tej samej drodze, gdzie … logika składa puzzle wiary w całość.

A jednak w tomie Zapętlenia nastąpiła zmiana. Niewielkie, ale znaczące przesunięcie w kompozycji… Nie dzieli już Poeta wierszy na rozdziały, nie wyodrębnia tematów czy wątków
z całości, nie oddziela sfery zawodowych doświadczeń
i przemyśleń od prywatnych, osobistych a nawet intymnych refleksji czy obrazów. W tym tomie wszystko scala w jeden strumień – bergsonowski élan vital – i płyną wiersze potokiem alfabetycznym, spiętrzają się i pienią w egzystencji żołnierza, zapętlają się i burzą w erotycznej ekstazie albo rozlewają spokojnie w dolinie filozoficznych dociekań nad zagadkami bytu, przewrotności dogmatu, zmienności wartości czy wieloznaczności definicji, w których
sens potyka się bez sensu

Współczesna krytyka lubi dzielić literaturę na kobiecą i męską.
W tym poezję też. Na pewno twórczość Zbigniewa Jahnza jest
na wskroś męska. Tożsamość Autora, jego biografia gruntuje pierwiastek męski w treściach i formie.

Wiersze w Zapętleniach to nie czułe liryki, to poezja filozoficzno-refleksyjna, surowa, bardziej prowadzona wysokim stylem Klio, rylcem Kaliope, niż fletem Euterpe. No, może czasem zabrzmi delikatną struną kitary miłosnej Erato.

Te wszystkie męskie atrybuty poezji Zbigniewa Jahnza wzmacnia przewrotna kreska kobiecej ręki. Surrealistyczne grafiki Małgorzaty Jahnz dopełniają klimatu zapętlenia /które jako słowo w słowniku nie istnieje, w Internecie zaś objaśnia termin powtarzania, odtwarzania, np. filmu czy piosenki, zaś w potocznym użyciu oznacza zagmatwanie czegoś/, tematów, słów-kluczy.

 

 

Katarzyna Chabowska, pod naskórkiem codzienności, 2015

W swoim drugim tomie, pod znamiennym i jakże wieloznacznym tytułem, Transfuzja białej ciszy, prezentuje Magdalena Sowińska niezwykle oryginalny w swojej poetyce wizerunek świata tego, naszego – nie naszego. Jest on spójny organicznie, jak ciało, nie zawsze doskonałe, bo śmiertelne.

I w tym labiryncie odczytanych, odnalezionych znaczeń w tomie Transfuzja białej ciszy Magdaleny Sowińskiej, w błądzeniu po ulicach, parkach i ogrodach Szczecina, w żarze czerwca na Placu Grunwaldzkim i w mroku wstydliwej historii, która nie jest magiczną Szczecińską bajką, zachłystuję się nagle urodą metafory: na parapecie horyzontu stoję! Z tego parapetu jest widok rozległy i na Miasto, i na ludzkie sprawy, i na historię, na tu i teraz oraz na to, co najważniejsze w każdym lirycznym akcencie: Poza granicami słów jest milczenie/ Ja będę słuchać a Ty błękitnym sopranem spojrzenia/ wyśpiewaj mi bliskość//.

Bliskość. Ta za horyzontem Ziemi? A może najbardziej szczecińskie wyznanie, boleśnie szczere i jednoznacznie akcentujące transfuzję białej ciszy do wiersza…

Zmęczona leczeniem zbyt wielu schorzeń/ tego miasta o które nikt się nie troszczy/ (…) … I wiem że dziś też nie zejdę z dyżuru/ dozgonnie wpisanego w grafik serca//.

 

 

Zenon Lach-Ceraszyński, piąte koło u słowa…, 2015

Zapewne obecny kształt tomu pt. Piąte koło u słowa… (przywołujący wprost znane powiedzenie piąte koło u wozu, ale już na pewno nie w znaczeniu tego powiedzenia) dojrzewał wiele lat. Zmieniał koła Poeta i jak: Wielki Kołodziej/ montował piąte koło/ u słowa//. Albowiem wiersz, nim uzyska swój kształt ostateczny, musi ulegać kolejnym metamorfozom, musi dojrzewać w nim słowo, aby w zamyśle uzyskać swój ostateczny kształt … koła, figury przecież doskonałej. Nie bez przyczyny koło było atrybutem Adrastei Nemezis.

I chociaż Poeta wie jak nie napisać wiersza, to przekornie właśnie poszukuje owego piątego koła… gdyż pisanie to tylko dążenie do doskonałości, ćwiczenie, by (…) zrozumieć/ Czym TO jest//.

Roi się więc tomik Zenona Lacha-Ceraszyńskiego od tych poszukiwań znaczeń-przeinaczeń… one dominują, one akcentują wersy, frazy, tytuły… a wszystko dla wydobycia jak największej ilości odniesień do alegorycznej Nemezis – Losu, Doli, Przeznaczenia. Odpowiednie dać rzeczy słowo, to także zdeformować jego znaczenie, ukazać podteksty nim rządzące, otworzyć jak kluczem, drzwi do pomieszczeń niedostępnych. W błysku flesza myśli utrwalić urodę niepozornego wiersza, skrywającego bogactwo nieprzebranych jeszcze znaczeń-przeinaczeń… Tworzy Zenon Lach-Ceraszyński niepowtarzalne klimaty w bliskich nam przestrzeniach, np. szczecińskich. Wiersze, nawet bez konkretnych znamion, są utkane Miastem, nasycone jego historią. Przynależnością do Niego – samego Autora, który ten wątek zawiązuje już w dedykacji i – kroi go jak chleb/ na słowa/. Szczecińskie są podteksty wyznań i niedopowiedzeń. Szczecińska jest tragedia największej katastrofy tramwajowej : ONI/ w tramwaju nr 6/ do Stoczni ich czas// (…) Ulica Wyszaka// Gdzie te skrzydła?/ ONI tutaj codziennie są// Niech fruwają!// I szczeciński jest zabawnie wyakcentowany pogodny obrazek z Turzyna.

 

 

Rafał Podraza, Wojciech Kossak, 2015

Rafał Podraza (dziennikarz, poeta, autor tekstów piosenek), niejednokrotnie w serii: akcent już wydawał. Najpierw opublikował wybór wierszy bilans. 1987-2012; w 2014 ukazały się Rozmowy o Zmierzchu (wybór wywiadów), z jego też inicjatywy zaistniał w serii: akcent tom wierszy Janusza Kondratowicza, pt. Koncert na deszcz i wiatr.

Jednak Rafał Podraza to głównie specjalista od Kossaków, więc kiedy w rozmowie z Krystyną Pohl padło pytanie o szczecińskie związki Wojciecha Kossaka, Autor Magdaleny, córki Kossaka, nie będąc ich pewnym, wszczął poszukiwania. I znalazł. Otóż we wspomnieniach Wojciecha z roku 1913 znajduje się szczeciński epizod. Ponieważ Rafał Podraza specjalizuje się również w opracowywaniu takowych wspomnień, nie tylko zresztą o Kossakach, ale także innych wybranych a znanych swoich bohaterach, np. estrady (Anna Jantar, Helena Majdaniec, Janusz Kondratowicz); np. sportu (Ewa Kłobukowska, Mirosława Sarna, Elżbieta Bednarek, Celina Jesionowska, Dorota Brzozowska), tak więc powrót do archiwów malarsko-literackiej dynastii skończył się II wydaniem książki o Wojciechu. Pierwsze wydanie, wrocławskie, ukazało się w 2012 roku. Było ozdobą uroczystości Kossakowskich w Panoramie Racławickiej, gdzie Autor prezentował swój dorobek literacki o rodzinie Kossaków.

Obecne wydanie szczecińskie, zmienione, poprawione i rozszerzone o wspomnienie samego Wojciecha Kossaka, który jako rotmistrz w austriackiej armii, był gościem cesarza Wilhelma II na manewrach w Szczecinie w 1913 roku, zostało dopełnione wspomnieniem Zofii Jachimeckiej, ostatniej portretowanej przez wielkiego malarza. W panteonie licznych Kossaków malarzy, Wojciech wyróżnia się i plasuje na pierwszym miejscu, zarówno talentem jak i najbarwniejszą biografią, przede wszystkim towarzyską. Córki go uwielbiały, towarzystwo rozchwytywało, damy zabiegały o jego względy i prawo do portretu jego ręki, także o to samo prosili ludzie ze znanymi nazwiskami jego epoki.

 

 

Magdalena Sowińska, Transfuzja białej ciszy, 2015

W swoim drugim tomie, pod znamiennym i jakże wieloznacznym tytułem, Transfuzja białej ciszy, prezentuje Magdalena Sowińska niezwykle oryginalny w swojej poetyce wizerunek świata tego, naszego – nie naszego. I tu moje zawahanie… bo nazwałabym ten zbiór obrazem narysowanym z obrazków, jak ilustracje do wierszy w tomie są całością kreski ze słowem. Jest on spójny organicznie, jak ciało, nie zawsze doskonałe, bo śmiertelne. I w tym labiryncie odczytanych, odnalezionych znaczeń w tomie Transfuzja białej ciszy Magdaleny Sowińskiej, w błądzeniu po ulicach, parkach i ogrodach Szczecina, w żarze czerwca na Placu Grunwaldzkim i w mroku wstydliwej historii, która nie jest magiczną Szczecińską bajką, zachłystuję się nagle urodą metafory: na parapecie horyzontu stoję! Z tego parapetu jest widok rozległy i na Miasto, i na ludzkie sprawy, i na historię, na tu i teraz oraz na to, co najważniejsze w każdym lirycznym akcencie: Poza granicami słów jest milczenie/ Ja będę słuchać a Ty błękitnym sopranem spojrzenia/ wyśpiewaj mi bliskość//.

Bliskość. Ta za horyzontem Ziemi? A może najbardziej szczecińskie wyznanie, boleśnie szczere i jednoznacznie akcentujące transfuzję białej ciszy do wiersza…

Zmęczona leczeniem zbyt wielu schorzeń/ tego miasta o które nikt się nie troszczy/ (…) … I wiem że dziś też nie zejdę z dyżuru/ dozgonnie wpisanego w grafik serca//.

 

 

Leszek Dembek, Aporia, 2015

Ów niezwykle oryginalny, piąty tomik Leszka Dembka (szczecińskiego poety i animatora kultury), to na pewno już nie wiersze, od których coraz bardziej świadomie odchodził Poeta w ostatnim czasie. Jego poszukiwania definicji poezji, odrzucanie klasycznej czy współczesnej, ale nie dającej satysfakcji artystycznej, formy, zarówno graficznej jak i tematycznej, zapisu wiersza, wprowadziły Leszka Dembka na nowe obszary, gdzie nie obowiązuje postawa absolutnej wolności twórczej:  W obrębie zdania dopuszczalne są wszystkie swobody, jakich wymaga intencja poety) już norma gramatyczna, stylistyczna, interpunkcyjna czy, tak ważna skądinąd, logiczna. Nie przypadkiem wieloznaczność aporii jako wypowiedzi semantycznie wielowarstwowej stała się nową możliwością kreacji dla Poety. I to na tyle ważną, by umieścił ją w tytule! To w niej odnalazł sposób na oddanie wszelkich swoich wahań czy rozterek tak literackich jak i kulturowych, także ontologicznych, logicznych czy fenomenalnych, w najszerszej sferze. Zaprosił Poeta do swojego nowego tomu wahań i wątpliwości, niedopowiedzeń i absurdów, do sytuacji rodem z pure nonsensu, do szczątków myśli pochwyconych, ale niedokończonych, do lęków i olśnień codziennych – artystę piórka/pędzelka, Pawła Kucharskiego. Młody Rysownik z Choszczna doskonale wkomponował swoje prace w przestrzeń palimpsestów Leszka Dembka. Dopełnił czarno-białym obrazem niedookreślone treści wywołane z wyobraźni poetyckiej. Rysunki Pawła Kucharskiego w swojej subtelnej kresce, czasem jak z chińskiego obrazka (np. wróble na pięciolinii), odpowiadają równolegle pociągnięciom rytmicznym i kolorystycznym frazy wypowiedzi Autora Na krawędzi Czasu.

 

 

Marian Yoph-Żabiński, W czółnie Słowa, 2015

(druk ukończono w XII 2017)

(…) A co czeka czytelnika za zakrętem kolejnej strony? W jakie zakola Odry czy Łarpii trafi, by dopłynąć do Bałtyku? Jaki wiatr go porwie i poniesie na wody mórz czy oceanów artystycznej wyobraźni? Gdzie i kiedy popłynie z bohaterem lirycznym, który dzieli się swoimi wyznaniami z morskich metamorfoz, poczynając od Studium żywiołu, przez Korzenie z Morza z dzieciństwa, skąd powstał Z(e) wsi nadmorskiej reportaż:

Jak okiem sięgnąć w morzu ścierniska/ złoci się snopków archipelag./ Drogą od wsi ku nam płynie/ furmanka – chłopska karawela.// (Krajobraz żniwny)

aby już na szczecińskiej ziemi Rozżaglił się krajobraz? (…)

 

 

 

Szczecin Literacki 1950-2015, Informator, 2015

Związek Literatów Polskich Oddział w Szczecinie powstał 15 listopada 1950 r., a 8 kwietnia 1951 r. powołano Koło Młodych. Życie literackie w powojennym Szczecinie tworzyło się w trudnej i specyficznej rzeczywistości, bez pewności czy zrujnowane miasto na Ziemiach Zachodnich pozostanie po stronie polskiej. Istotną rolę w tworzeniu się życia kulturalnego w nowym miejscu odegrał wojewoda Leonard Borkowicz.

W Szczecinie zaczęli osiedlać się pisarze i poeci w 1946 r.: Tymoteusz Karpowicz, Walerian Lachnitta, Stanisław Telega, Stanisław Szydłowski. W 1947 r.: Witold Wirpsza, Wiktor Woroszylski, Franciszek Gil, Jan Papuga; a w 1948 r.: Edmund Osmańczyk, Jerzy Andrzejewski, Konstanty Ildefons Gałczyński. W tym czasie życie literackie skupiało się wokół takich ośrodków jak: tygodnik „Szczecin”, wydawnictwo „Polskie Pismo i Książki” oraz Klub Literacko – Artystyczny przy Al. Wojska Polskiego 42 (przemianowany 24 VI 1948 r. na Klub „13 Muz”). W okresie trzech pierwszych powojennych lat „powstało dość prężne środowisko literackie”. W 1949 r. (20 – 21 stycznia) w Szczecinie odbył się IV Walny Zjazd ZLP. Dla literatury miało to negatywne skutki (zapoczątkowano okres tzw. walki o realizm socjalistyczny), dla miasta było to zapewne „ważne wydarzenie”. Zjazd ten podjął uchwałę o powołaniu w Szczecinie oddziału ZLP, który był drugim – po wrocławskim – oddziałem lokalnym ZLP powstałym po wojnie. Pierwszym prezesem został Jerzy Andrzejewski, w skład oddziału wchodziło trzynaście osób…

Informator przedstawia historię i zarys działania ZLP Oddział Szczecin na przestrzeni 60 lat swojego istnienia.

 

 

Krystyna Rodzewicz, Na północ od Bieguna Północnego. 2016

Na północ od Bieguna Północnego to drugi tom poezji Krystyny Rodzewicz.

Poetycki świat pięknej a przecież surowej przyrody południowej wyspy i polskiej, często szczecińskiej, rzeczywistości Krystyny Rodzewicz, zaprezentowany w jej tomie Na północ od Bieguna Północnego, staje się kwintesencją jakże dobrze znanej każdemu z nas codzienności, oglądanej przez szkło powiększające indywidualnej wrażliwości Poetki, która nie retuszuje fotografii ani literackich obrazków, ale niekiedy bawi się komputerowym programem i wieloznacznym melodyjnym słowem w jego przeróżnych celnych konfiguracjach, by przy pomocy konwencji przypisanej kategorii groteski, stworzyć niepowtarzalny kolaż z czasu i przestrzeni zarejestrowanych wspomnień.

 

 

Bogusław Janiczak, Okręt Umarłych, 2016

Gawędy morskie zachwycają słuchaczy od tysiącleci, odkąd to starożytni Grecy wyruszyli pod opieką Posejdona na morskie szlaki, a nieśmiertelny Odys podjął walkę nie tylko z żywiołami, ale i z potworami głębin, lądów i przestworzy… Historie zamieniały się w mity. Legendy nabierały kształtów, kolorów i… grozy. Stanowiły i nadal są tradycją, dawniej żeglarskiego, dzisiaj marynarskiego życia. Z nich wzięła się przecież literatura marynistyczna.

Opowiadają i zapisują owe morskie historie pisarze i poeci wywodzący się nie tylko z kapitańskich mostków. Akcentują swoje niepowtarzalne style ujmowaniem tematu, tego wszystkiego, co z morskiego żywiołu pochodzi.

Takie marynarskie opowieści prezentuje w OKRĘCIE UMARŁYCH, Bogusław Janiczak – z akcentami romantycznej niezwykłości, oszałamiającej przygody i nieuchronności żeglarskiego losu. Autor – poeta i prozaik, sam rybak, marynarz, ale też przez dziesiątki lat kapitan żeglugi wielkiej w rybołówstwie dalekomorskim, wie o czym pisze. Życie wilka morskiego nie jest mu obce. Sztormy i burze, cisze morskie i szkwały, żaglowce i parowce, rybackie kutry oraz marynarska brać na nich, czyli łotry spod ciemnej gwiazdy jak i prawdziwi romantycy morza spieszący na pomoc rozbitkom ze snów – to bohaterowie jego opowiadań.

Tom OKRĘT UMARŁYCH Bogusława Janiczaka podtrzymuje najlepsze tradycje szczecińskich marynistów, którzy niestrudzenie dowodzą morskości nie tylko naszego miasta.

 

 

 

Robert A. Florczyk, Łasztownia-kapsuła czasu, 2016

Robert Florczyk, autor Bramy Portowej, tomu wierszy z 2014 roku, wydanego również w serii: akcent, z podziwu godną poetycką finezją tworzy, a może wydobywa właśnie na powierzchnię wiersza czy fotografii, urodę miejsca, ale przede wszystkim zamkniętego w tym miejscu, Czasu. Bo nie przypadkiem centrum jego drugiego tomu stanowi Łasztownia (Lastadie/Lastadium), z portem szczecińskim, gdzie biło od zawsze serce miasta. To tutaj znajduje się bez mała od dziesięciu wieków Urząd Celny (sam Robert Florczyk pisząc o historii szczecińskiego celnictwa wylicza, iż istnieje ono od – tysiąca lat!). Niedaleko na wyspie pracuje elewator EWA, zaprasza centrum kulturalne Stara Rzeźnia, przyciąga, nie tylko spacerowiczów, Marina. Stąd, z Łasztowni, roztacza się widok na Zamek Książąt Pomorskich i Wały Chrobrego, na bulwar nad Odrą. I jest ramię Mostu Długiego, który otwiera kapsułę czasu – Łasztownię, nie tylko na przestrzeń obu brzegów, ale też na czas miasta o różnych korzeniach: pomorsko-hanzeatyckich, polskich i niemieckich, o różnych obliczach historycznych, politycznych, społecznych, kulturowych, obyczajowych…

 

 

Piotr Pawłowski, co potem myśli (w)spierane, 2016

Nowy tom poezji Piotra Pawłowskiego co potem myśli (w)spierane porusza, czasem wzburza, na pewno skłania do stałego akcentowania pytania co potem, tak jak trzy lata wcześniej były

eksponowane przez Autora podobne wątpliwości w tomie Po co komu poezja? Wówczas i obecnie Poeta odnajduje się w świecie naszego małego chaosu. I umieszcza w nim swego bohatera lirycznego, człowieka brata, by i on się w nim odnalazł… Ale czy ten brat o biblijnej proweniencji nie ma negatywnego akcentu w świecie niedookreślonych wartości, w codzienności zagmatwanych uczuć, w czasie też do końca niedoprecyzowanym…? Tak niepewnym jak myśli towarzyszące sytuacjom egzystencjalnym ja lirycznego, pełne wyrażonych albo niewyrażanych wprost wątpliwości, wahań, rozgoryczeń…

Zamysł Poety od pierwszego wiersza tomiku po ostatni jest konsekwentny, skupia się bowiem na akcencie człowieka brata zamkniętego w odwiecznym, a jakże nam bardzo współczesnym pytaniu egzystencjalnym: co potem? Czy odnajdziemy w danym nam czasie odpowiedź na nie, zależy chyba od nas samych? Od naszych, wspartych mądrością historii – nauczycielki życia przecież, myśli albo też od tych spieranych, zamienionych w stereotypy, wyświechtanych sloganów, którymi pozwalamy się karmić innym.

 

 

Zbigniew Jahnz, Pomroki, 2016

Pomroki… czwarty tom poezji Zbigniewa Jahnza udostępnia po raz kolejny indywidualną przestrzeń artysty, który kreuje świat poetycki na podobieństwo swoje i swoich doznań, przemyśleń, doświadczeń żołnierza, instruktora sztuki walki, plastyka, grafika komputerowego, ale też człowieka poszukującego nieustannie drogi w sferze ducha i artystycznego wyrazu.

Dla poety wiersz jest poznaniem i wyznaniem, jest też emocją. I w tych granicach musi pozostać, aby być wierszem nie tylko w swej graficznej strukturze. Musi być wyznaniem ja lirycznego, doznaniem my zbiorowego…

Nasza współczesność i reguły sankcjonujące życie społeczne, polityczne, narodowe, ale też obyczajowe czy kulturowe… są coraz bardziej podobne do praw wojny, sprowadzane są do zasad sztuki walki… a te nie zawsze są honorowe… nie zawsze przestrzegane w narzucanych kodeksach, często łamane, jeszcze częściej dewaluowane… Nasuwa się pytanie: – Czyżbyśmy żyli w permanentnym stanie wojny? Któż o tym może lepiej wiedzieć, niż poeta-zwiadowca, penetrujący przestrzeń realną i wirtualną naszej rzeczywistości?

 

 

Adam W. Siedlecki, Bacz na ość!, 2016

Adam W. Siedlecki prezentuje tym razem swoje ulubione formy poetyckie… fraszek nieco, fraz dowcipnych więcej niż garść i pełne strony zabaw słownych. A cały zbiór rozmyślnie i przemyślnie zatytułował BACZ NA OŚĆ ― Czytelniku! Czyli skup się i baw się, czytaj i odczytuj, odsłaniaj i igraj ze słowami tak długo, aż ci ością głoski staną w gardle… gdy na głos czytane, więc przerwiesz wtedy, jednak nie poprzestaniesz na tym… bo przecież czytanie nie wymaga artykulacji… a rozbudzona i rozochocona wyobraźnia nie opuści Cię tak długo, jak

długo pozwolisz jej hasać, a może nurzać się i zanurzać w falach skojarzeń… w oceanie materii słowa, gdzie: Na krawędzi/ I morze/ rany liże.//

Jest w tych miniaturowych graficznych kreacjach zapisu dążenie do maksymalnego skupienia uwagi odczytującego i… wyzwolenia erupcji intelektu, rozbłysku skojarzeń, odniesień, odwołań do emocji i psyche odbiorcy, jego sfery percepcji czytelniczej, artystycznej, kulturowej, społecznej, historycznej a nawet… kosmicznej…

 

 

Adam W. Siedlecki, Sól na ustach, 2016

Adam W. Siedlecki nie zaskakuje, natomiast wyraźnie gruntuje swoją poetykę, cyzelując i zamieszczając słowo w preferowanej lapidarnej formie, najczęściej strofy o kilku wersach. Wyodrębnia też w kompozycji tomu integralne przestrzenie, które jednak w sposób naturalny, tak jak fale morskie na plaży, łączą w jedno ląd i wodę. Tematyka marynistyczna od dawna jest obecna w kręgu zainteresowań Autora. Najnowszy tom wierszy Sól na ustach Adama W. Siedleckiego gwarantuje poetycki relaks. Na pewno nie zmęczy i nie zaniepokoi. Wprowadzi w nastrój pogodny, aczkolwiek nie wolny od nostalgii, zamyślenia, refleksji, ot chociażby nad kondycją poezji i poety, wyrażoną w prywatnym credo Autora: (Poezja) Dostrzec oczywiste a niewidoczne/ ująć w całość i oddzielić/ wyciągnąć powiązania i odrębność/ zarejestrować spór i przenikanie harmonii/ nadać bieg sprawom w zapatrzeniu/ zatrzymać niezmienne a ulotne/ utrwalić w jednej chwili odwieczne/ złożyć obraz rozbity w kolorach/ ocalić od banału do kształtu architektury/ dowartościować co spowszedniało/ wydobyć złotą puentę z szarych słów//

Przecież o to chodzi. Tak dla poety jak dla czytelnika Odwagą jest widzieć a darem słyszeć/ Rozdzielone nie znaczą nic//

Dzięki tej odwadze możemy odnaleźć się w Harasymowiczowej Krainie Łagodności, którą kreuje słowo wiersza i jego muzyka, obraz malarza, czasem zastąpiony równie piękną fotografią.

 

 

Helena Pilarska, Przemijam tu sama…, 2017

(…) policka poetka, malarka, ilustratorka swoich książek, Helena Pilarska potrafi oczarować prostotą obrazka, urodą trafnego słowa, wnikliwością spojrzenia na zwykły dzień, na ulotność uczucia, na jego siłę przetrwania, w czasie i przestrzeni pamięci.

Autorka tomów Moja struna i Zwyczajna radość słów po raz trzynasty w swojej niepowtarzalnej krainie obrazów i wierszy tworzy klimaty przemijania pogodnego w barwach pór roku, a jednocześnie pielęgnuje kolory i tonacje samotności, kształtuje w Czasie odległe i bliskie przestrzenie, miejsca w swoich wierszach, zaludniając je bliskimi i przyjaciółmi…, nie zapomina przy tym o wielu, dla niej ważnych, obcych, z lektur, z historii, z życia. Jej świat jest pełen urody codziennych spotkań, uśmiechniętych powitań czy wzruszających pożegnań, nawet tych na zawsze… I jest w nich owa egzystencjalna mądrość rezygnacji, przyzwolenie “na kolej rzeczy świata tego…”, gdzie przemijam tu sama

Krystyna Rodzewicz, Pytania z głębi, 2017

Pragnę szczęścia. Ba, ale czym ono jest? Jak pomyślę, nie za dużo razy czułam w swoim życiu, że jestem szczęśliwa. Dlaczego? Nie byłam? A może po prostu nie wiedziałam, że jestem, skoro zadaję sobie pytanie czym jest szczęście…?

Czy szczęściem jest chwila ulotna, czy stan nirwany, do którego próbujemy dojść poprzez swoje życie? Błąkamy się, wiercimy, kręcimy, szukamy czegoś, ale czy wiemy dokładnie, czego? Szukamy celu, czy też już sama droga, proces dążenia do jego osiągnięcia, jest dla nas celem samym w sobie???

Jak to zrobić, aby ta percepcja była lepsza? Aby widzieć tę naszą codzienność przez pryzmat niecodzienności, cudu a nie bólu istnienia? Gdzie sprzedają takie różowe okulary?

Danuta-Romana Słowik, Złamać skrzydło motyla, 2017

(…) Dlaczego niepokoi ten tytuł? Złamać skrzydło motyla…?

Trzeba wejść głębiej… Odczytać autorski zamiar… Już na wstępie pojawia się w tej poetyckiej podróży tajemnicza przewodniczka (może dziewczyna z okładki?) Ona – bohaterka liryczna, która… Kruszy lody/ Przenosi góry/ Żyje…//, a w swej realnej i metafizycznej drodze pozostawia po sobie Kilka piór/ Jakiś/ Okruch życia/. Włączam się wraz z Nią w rozdziały lirycznej drogi, bo chcę i ja − Być zawsze w podróży: zachęca mnie lawendowy pejzaż Prowansji, gdzie − W filharmonii rozłożystych pinii/ koncert na smyczki…/ Cykad tysiące// A lawenda pachnie sobie/ pod niebiosa//. Zaprasza Szczecin: do bram portowych z nadzieją pukam; (…) Przygarnij mnie Miasto bo/ Portu szukam//. Nęci spacer z Weną po tymże Szczecinie, która na skwerach wersami prószy. Albo w oniryczne przestrzenie krain z marzeń, w nich lot w objęciach Morfeusza ze zmysłową chmarą motyli… i plaże powstrzymane werniksem/ Zanim znikną…// Miejsca bezpieczne − w przytulonych ciasno ramionach/ ustom milczącym snują opowieść/.

Podglądając figlarnie naturę… Poetka rysuje ze szczyptą kpiny, jakieś lube/miłe na kwitnących łąkach erotycznych doznań (Poczuj motyle pod swoją skórą), stylizuje na sentymentalne wyznania z dawnych lat… Czekam na miłość/ tak nieuchwytną/ jak lot motyla/ przez wiatr kołysany//. (…)

Danuta-Romana Słowik, Rozmowa… z jednej nocy, 2017

Towarzyszy bohaterom Rozmowy …z jednej nocy dyskretny patriotyzm… wyrażający się tęsknotą za krajem, nieustannymi powrotami, więzami rodzinnymi, przyjacielskimi, zaangażowaniem od zawsze w poprawę kondycji społecznej, ekonomicznej czy geopolitycznej Polski. Na tle tych emocji buduje się czytelny wizerunek szczecińskiego mikrokosmosu… Gdyż to Szczecin – miejsce jedyne na świecie… przynależne nie z urodzenia a z wyboru dokonanego za wszelką cenę – dla wszystkich bohaterów powieści jest miejscem jedynego bycia – wyjściem i powrotem. Z niego wynika pielęgnacja polskości… tradycji, obyczajów, języka, chociaż to takie trudne… więc nauka permanentna… życia, rodziny, przyjaźni… ojczyzny. Po obu stronach granicy – kiedyś. A obecnie – o świciew planach na JUTRO bez granic…

Mirosław Strągowski, Życie w hd, 2017

(…)Czytanie literatury przestało być synonimem kultury, stało się rodzajem hobby takiego jak wszystkie inne.
Tworzyć w takiej sytuacji nie jest łatwo – (…) Czy warto zatem pisać? Co gorsze, to samo dotyczy czytelnika – jaki znajduje on dziś powód, aby wstać od komputera, odsunąć się od telefonu komórkowego, wyłączyć telewizor i wziąć do ręki książkę, zwłaszcza książkę poetycką? Wydaje się, że jeśli jest na to odpowiedź, to jest to odpowiedź bardzo stara, która jednak obecnie nabiera jakby nowego znaczenia i nowego sensu: ciekawość drugiego człowieka. A także potrzeba identyfikacji naszej wspólnej sytuacji egzystencjalnej. Mimo że sytuacja społeczna i polityczna wciąż się zmienia – i wcale nie jest tak, że poeci zmian tych nie zauważają – nasza potrzeba trwałości i pewności, miłości i przyjaźni, bliskości i zrozumienia, pozostają niezmienne. Kiedy o tych potrzebach myślimy, sięgamy często po wiersze – lub nawet sami zaczynamy je pisać.(…)
(fragment Posłowia prof. dra hab. Andrzeja Skrendy)

Róża Czerniawska Karcz, Zapytaj jabłoni…, 2017

A ile można by się nauczyć, gdyby posłuchać… np. jabłoni… Motyw przewodni obecnego tomu wierszy ma swoją wieloznaczną, w tym mocno symboliczną, wymowę i staje się ważnym akcentem, nie tyle zagubionym, co celowo ukrytym między wierszami… Dlatego, zapewniam, jabłka-wiersze z mitycznej celtyckiej krainy na Avalonie zawsze skuszą swoim smakiem i aromatem…

Aby za bardzo jednak nie odsłaniać (nie objaśniać) poetyckiego wnętrza tomu zapytaj jabłoni…, należy przywołać słowa Edwarda Balcerzana: tylko wtedy czytanie poezji daje pełną satysfakcję, gdy nikt nas nie poucza, jak przeżywać cudze obrazy przeżyć.

Odkrywaj więc sam, Czytelniku, moją, a teraz już Twoją, krainę poetyckich ogrodów Edenu czy Avalonu, w której przez cały rok jednocześnie kwitną i owocują jabłonie, a czasem odpowiadają nawet na niezadane pytania… dlatego bez obawy…

jedz jabłka-wiersze karm się owocem niezakazanym

pielęgnuj jabłonie na Avalonie i weź

jabłko